autor: Magdalena Kobis - du Sabre
Kategorie: Wszystkie | Czaszka Zeusa
RSS

Czaszka Zeusa

wtorek, 24 lutego 2015

Najprawdziwsza. "Dziura w bucie" Magdalena Kobis

 
 
źródło
Skończyłam. Pomimo natłoku nauki, strachu przed egzaminami, dwunastu godzin na praktykach w szpitalu. Czytając ukradkiem – o piątej rano w autobusie, gotując czy odkurzając. I przeżywając wszystko razem z autorką. Dziura w bucie to książka autobiograficzna. Autorka, Magdalena Kobis opisuje swoje życie w paryskim szpitalu psychiatrycznym. Pobyt trwać miał miesiąc, a przedłużył się aż do niemal dwóch lat. Książka to zapiski, uporządkowane zapiski, kobiety, która cierpiała; opisała wszystkie swoje uczucia, pokazała, że nasza dusza, mózg może nas oszukać i nie zawsze funkcjonuje tak  jakbyśmy tego chcieli. I chociaż kończy się styczeń, wiem, że Dziura w bucie będzie należała do grona moich ulubionych książek przecytanych w 2015 roku.
 

 

Mada trafia do szpitala psychiatrycznego na oddział zamknięty. Tak naprawdę nie wiadomo co jej dolega, autorka swoją chorobę okryła tajemnicą, odkrywając ją kawałek po kawałku. Jednak obok niej pojawia się wielu innych bohaterów – Ramzi, który cały czas uczy się do matury, pani Mayar, która uważa, że wszyscy wokoło konspirują, a hitlerowcy niedługo zaatakują Francję. Benio, fizyczny geniusz, który wszystko wyraża w liczbach. Oraz Mesjasz, czyli Marie- Gaelle, dziewczynę, która jakiś czas później  zachęciła autorkę do spisania swoich przeżyć.
Dziura w bucie to książka, która mówi wiele. Autorka opisuje swój stan bez owijana w bawełnie. Przybliża czytelnikowi co tak naprawdę dzieje się w głowie osoby chorej psychicznej, pokazując jednocześnie, że taka osoba nie zasługuje na „odstawienie” od społeczeństwa, na życie jako wyrzutek, ponieważ każdy ma w sobie to ‘coś’.
Książka to studium choroby Mady, który oparła na swoich zapiskach, rysunkach Jarka, wspomnień kolegów z oddziału – zarówno zamkniętego jak i otwartego. Wszystko stanowi książkę idealną, prawdziwą, smutną, przygnębiającą, ale jednocześnie w jakiś sposób dająca nadzieję. Nadzieję na lepsze jutro, chociaż i ją, czasami przykrywają ciemne chmury. Staram się wyobrazić sobie, co czuła pani Kobis, gdy rozdrapywała na nowe już zabliźnione rany, starając się przypomnieć  czas, kiedy trwała w delirium. Musiała wszystko to przeżyć na nowo z lękiem, że to powróci na nowo, tu i teraz. Że znowu spadnie na dno i już z niego nie wyjdzie. Bo jak sama  powiedziała „kryształowa kula naszej schizofrenicznej osobowości nie odbije się od dna. Jest za krucha, za delikatna”. Osoby chore chcą żyć normalnie, ale bez leków jest to niemożliwe. ‘Pastylki’, które zażywają zawsze mają jakieś skutki uboczne: otępienie, senność, opóźniona reakcja na bodźce, co powoduje że słowa „życie normalne” nie pojawia się w słowniku takiej osoby.
 
 
autorka
żródło
Często płaczę czytając książki smutne. I tego spodziewałam się po Dziurze w bucie, do której jednak podchodziłam nieco sceptycznie, ale jeżeli bym nie ryzykowała, pewnie nigdy bym tej książki nie poznała. Przy czytaniu nie uroniłam ani jednej łzy.  Coś ściskało mnie za gardło, powodowało, że przełknięcie śliny stanowiło dla mnie problem, ale z oczu nie popłynęła ani jedna łza. Dlaczego? Może dlatego, że to książka oparta na faktach, autentycznych zdarzeniach. Że przypadek pani Magdy nie jest jedyny, takich osób na całym świecie są miliony. Jedni mają wspierającą rodzinę, bliskich,  kogoś, kto jest obok i wspiera. Inni ze swoją chorobą są sami. Muszą żyć ze świadomością, że nikt im  nie pomoże. Dlatego nie odwracajmy się od takich ludzi.


Autorka pozostawiła mnie z pytaniami, tysiącem pytań. Dziura w bucie to nie jest jedyna  książka. Kolejna część (mam nadzieję) odpowie na wszystkie pytania, które plączą mi się po głowie i spędzać będą sen z powiek.

zrodlo: http://bibliotekapodmarcepanem.blogspot.fr/2015/01/najprawdziwsza-dziura-w-bucie-magdalena.html

piątek, 20 lutego 2015

MAGDALENA KOBIS – tarnowianka z przekonania, mieszka na stałe we Francji.  Jest absolwentką paryskiej Sorbony. Należy do Oddziału Tarnowskiego Stowarzyszenia Autorów Polskich. Pisze w języku francuskim oraz polskim. Znaleźliśmy z panią Magdaleną chwilę na rozmowę.

 

- Jaka literatura jest dla Pani najważniejsza? Czy ma Pani swoich mistrzów?

-To bardzo ogólne pytanie, bo literatura wrzała we mnie już od najmłodszych lat... Proza czy wiersze, które czytałam jeszcze jako dziecko, wpłynęły w jakimś stopniu na mój charakter i naszkicowały styl, który zmieniał się przez lata .Pisałam od dziecka, wzorując się na pewnych autorach i próbując jakoś zlepić swój własny świat. W okresie dojrzewania, jeszcze w ósmej klasie, była to dla mnie proza angielska: Emily Brönte, Jane Austin oraz poezja Emily Dickinson. Potem przyszedł czas na literaturę francuską (która nota bene sprawiła, że studiowałam i obecnie mieszkam w tym kraju), zaczęło się od Gide’a i Mauriac’a aż do zachłyśnięcia się eksperymentalną twórczością grupy OULIPO. Queneau i jego „Les fleurs bleues” zrobiły na mnie niesamowite wrażenie, a przede wszystkim nauczyło, że literaturę można wymodelować jak plastelinę.

Aż do drugiego roku studiów humanistyki na Sorbonie. W tym samym właściwie momencie zaczęłam odkrywać dwa, zupełnie przeciwne, ale tak samo tajemnicze światy. Z poezji był to na pewno Rilke i Baudelaire, którego końcówkę z tomiku „Spleen Paryski” do dziś znam na pamięć. Ten drugi świat to zupełnie pozbawiony poezji nurt „Nouveau Roman”. Byłam na początku nieprzyjemnie wstrząśnięta czytając Simona, Butora, Sarraute. Aż doszłam do Robbe-Grilleta. Pytał Pan o mistrzów... Dla mnie w poezji prymuje Charles Baudelaire, Réné Char, oczywiście Rilke, a z polskich bez dwóch zdań Poświatowska. Natomiast proza to quasi całkowite miejsce w moim sercu zajmuje twórczość Robbe-Grilleta. Po lekturze dwóch jego dzieł: „Żaluzji” i „Labiryntu” wpadlam w szał: ja tych książek nie czytałam, ja je „pożerałam”... Suche, pozbawione epitetów, długie, mozolne zdania opisujące ilość bananowców na farmie, były dla mnie jak ewangelia. Tak jest nadal, choć teraz sięgam raczej po nowości literackie – które, prawdę mówiąc – jakoś mnie nie przekonują. Nie potrafię dotrzeć do świata współczesnych pisarzy.

- Jakie tematy podejmuje Pani w swojej najnowszej książce?

„Czaszka Zeusa” porusza kontrowersyjne i niełatwe tematy, chociaż nie jest sama w sobie trudna. Linią przewodnią jest choroba psychiczna widziana oczami obłąkanych. Problematyka dotyka również samego życia w „skazaniu”, bo rzecz dzieje się w szpitalu psychiatrycznym w Paryżu. Życia, w którym króluje z jednej strony rutyna, a z drugiej strach, ból, cierpienie...– cos na kształt „Oddziału chorych na raka” Sołżenicyna, w jakimś rąbku mojego umysłu powstało wgłębienie i wsysa niczym czarna dziura budzące się we mnie myśli, spostrzeżenia, astralne „myślokształty”. To tam, gdzie kończą się zwoje mózgowe, tam gdzie nikt nie zagląda. „Szklany Klosz” Sylvii Plath. Tam, przez nabyte doświadczenie i obserwację wypływają mi spod palców wszyscy moi towarzysze niedoli, którym zachowałam (za ich zgodą) imiona, dostosowując je jednak do polskiej deklinacji. Nie muszę tworzyć: oni tworzą siebie samych, ja tylko przerzucam to na papier.

- Jakie są plany twórcze Pani na przyszłość?

- Na pewno druga część powieści o enigmatycznym tytule roboczym „Człowiek z kawałkiem sera” Nie powiem dlaczego, ale warto się przyjrzeć średniowiecznym obrazom i rycinom.  Będzie to powrót do źródeł, aczkolwiek, jak w pierwszym tomie, nie zabraknie zagadek. Cała seria ”Czaszki Zeusa „ będzie miała ok. 4 - 5 tomów, dzięki uprzejmości moich lekarzy, dawnych znajomych i przyjaciół, których odnajdywałam na portalach społecznościowych i którzy dostarczyli mi naprawdę wiele informacji.

Jednocześnie wstawiam liczne poprawki do mojej francuskiej powieści: „L’éclosion” (Rozkwit), którą napisałam wraz z poetą Robertem du Pantet (pseudonim literacki mojego przyjaciela). Jest to dość skomplikowana i ciężka powieść wielowarstwowa, której "szkielet" stanowił suchy, subiektywny, sztywny zapis zaczerpnięty z powieści Robbe-Grilleta, a "mięśnie i skóra" są mieszanką flamandzkiej poezji XIX w. na czele z Elskampem, Maetelinckiem czy Verhaaerenem. Mentalnie, wrzucam oba skrajne nurty do jednej pralki. Wiem, że może zafarbować, ale cóż, takie jest ryzyko.

- Czym dla Pani jest poezja i jaka jest przyszłość Pani poezji?

Kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką pewna mądra starsza pani, Arabka, poddała mnie doświadczeniu mówiąc o poezji. Kazała mi przesiać piasek pustyni przez dłoń, zamknąć oczy i rękę i... czekać. A gdy wreszcie spojrzałam na dłoń zobaczyłam tylko małe, posklejane ziarenka piasku. „ Tym jest poezja” – powiedziała ta mądra Arabka. Nie rozumiałam wtedy i chyba nie do końca rozumiem lecz chyba nie jestem dobrą poetką, jeżeli w ogóle nią jestem. U mnie w zamkniętej dłoni, przesiewając piasek, gromadzą się wielkie „róże pustyni”. Symboliczne „olbrzymy”, którymi są wielowarstwowe powieści. Nie ma maleńkich ziarenek piasku, mimo iż kocham poezję, może jeszcze bardziej niż prozę. Nie wyobrażam sobie czytania poezji na ekranie monitora, więc moich ukochanych poetów zaklętych mam w pięknym zbiorze na delikatnym papierze w wydaniu kolekcji „ Pleïade”, czyli tej najbardziej prestiżowej we Francji. I jak każdy wrażliwy odbiorca, wciąż zadaję sobie pytania: czym właściwie jest poezja? Staram się zrozumieć, czytając powoli, rozkoszując się słowem i tym, co można wyczytać między wierszami: ironię, cynizm, autobiografie, cierpienie, ukryte uczucia. Tego chyba nie da wyrazić sie słowami. Nie jestem poetka i chyba właśnie dlatego seria "Czaszki Zeusa" będzie miała co najmniej 4 tomy. Inaczej sie nie da. Inaczej po prostu... nie umiem.

- Dziękuję za rozmowę

.
Rozmawiał: Józef Komarewicz

zrodlo: Miasto i ludzie

poniedziałek, 19 stycznia 2015

120. "Dziura w bucie" - Magdalena Kobis

 
 
 
 

 Zdarzało mi się czytać o chorobach psychicznych, za każdym razem był to niezmiernie ciekawy temat, jednakże nigdy bohater w pierwszej osobie nie opowiadał o swoich problemach, a już zwłaszcza tak poważnych jak schizofrenia. Tym razem autorka pisze nie tylko w narracji pierwszoosobowej, ale też opisuje autentyczne przeżycia z pobytu w szpitalu psychiatrycznym, czyli... było fascynująco. I przerażająco.

 Dziura w bucie to książka, którą pochłonęłam w parę godzin. Została napisana lekkim, przyjemnym językiem, wciągała tak bardzo, że praktycznie nie było mnie dla świata. Ba, intrygowała bardziej niż niejedna historia kryminalna... No bo poowiedzcie sami, gdzie znajdziecie wielką rozgrywkę UFO, starszego pana lubiącego skubać kury i obnażającego się przed kobietą usmarowaną kałem oraz matkę pradawnego Jaszczura? Nie wspominając o innych przypadłościach towarzyszy Mady. Które to schorzenia potrafiły naprzemiennie człowieka rozbawić, jak i postawić włosy na głowie dęba.

 Miejscami trudno było mi uwierzyć, że to, o czym czytam, nie jest zwyczajną fikcją literacką. Niby wszyscy wiemy, jak złożone są choroby psychiczne, ale dopóki nie usłyszymy o nich relacji z pierwszej ręki... Cóż, ja przeczytałam i byłam pod wrażeniem. Wielkim. Zwłaszcza że sama autorka zdawała się być całkiem normalna, choć pojęcie to okazuje się naprawdę względne, kiedy mamy do czynienia z wariatkowem. Po lekturze tej pozycji sami zaczniecie zastanawiać się, czy aby na pewno wszystko z Wami w porządku. Wszak... Wszyscy jesteśmy wariatami, lecz nie wszyscy zostaliśmy zdiagnozowani.

 Warto także wspomnieć o Jejukowie - być może niektórzy z Was nawet mieli okazję czytać tego bloga. Był to blog Mady, który prowadziła w szczególnie ciężkiej fazie choroby, kiedy to stała się kimś zupełnie innym. Przybrała pseudonim Lotka, wymyśliła sobie cudowny dom, męża, fantastyczne dzieci i... sama w to uwierzyła, a później opisała wszystko na ww. blogu. Ludzie w to wierzyli, bo któż nie uwierzyłby, skoro historia składała się w logiczną, szczegółową całość? Lotka wyglądała jak Mada i żyła w jej umyśle, ale nią nie była... Aby zrozumieć złożoność tego zjawiska, koniecznie musicie zapoznać się z Dziurą w bucie.

 Pewnie zastanawiacie się, co tytuł ma do treści. W jaki sposób dziurawy but może być powiązany ze schizofrenią. Ja także łamałam sobie nad tym głowę, aż w końcu książka wyjaśniła mi ten fenomen. Nie zdradzę Wam tego małego sekreciku, tak jak autorka do samego końca nie zdradziła, kim była tajemnicza Lisa. Wy koniecznie musicie zapoznać się z tą książką, a ja z pewnością sięgnę po kolejną część, by poznać ciąg dalszy szpitalnych perypetii autorki i dowiedzieć się, o co chodziło z tą Lisą...

Dziurę w bucie trudno polecić jednej kategorii osób; jest to książka, która powinna zainteresować każdego, zwłaszcza że nie uświadczymy w niej medycznego żargonu i użalania się nad sobą. Nie... Poznamy subiektywną opowieść schizofreniczki.
Staniemy się schizofrenikami.

Moja ocena: 9/10 (wybitna)
Nie powinnam wystawiać liczbowej oceny tej książce, bo to pozycja wypadająca poza klasyfikację, ale... Mam nadzieję, że jeśli cała recenzja nie przekonała Cię do sięgnięcia po Dziurę w bucie, to zrobi to ta wysoka nota ;)



środa, 14 stycznia 2015

Dziura w bucie – Magdalena Kobis

 
 
 
Recenzja książki Dziura w bucie

Dziura w bucie
Magdalena Kobis

Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda życie na zamkniętym oddziale psychiatrycznym? Jak mija dzień w codziennej rutynie pomiędzy jedzeniem, lekami, ćwiczeniami, terapią i ewentualnie „pogawędką z kimś, kogo nie truli zyprexą czy haloperidolem”? Jak wygląda życie osób, które często bywają wyrzucane poza margines społeczeństwa, ponieważ są chorzy psychicznie? O czym myślą, czego się boją, czego by chciały? Jeśli chcielibyście poznać świat po drugiej stronie lustra to oto ukazała się taka możliwość.

„Dziura w bucie” to polski debiut literacki Magdaleny Kobis. Humanistki, absolwentki m.in. paryskiej Sorbony, Uniwersytetu w Nancy oraz Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autorka specjalizuje się w literaturze perskiej. Jest członkinią tarnowskiego Oddziału Stowarzyszenia Autorów Polskich oraz grupy poetyckiej „Obserwatorium”. Pisze po francusku i po polsku. Swoje doświadczenia ze zmaganiami z choroba psychiczną opisała na blogu, na podstawie którego później stworzyła serię Czaszka Zeusa, której pierwszą częścią jest „Dziura w bucie”.

Książka opisuje pobyt autorki w jednym z paryskich szpitali psychiatrycznych. Mada, bo tak chce być nazywana, początkowo miała tam spędzić miesiąc, ostatecznie hospitalizacja trwała prawie dwa lata. Autorka przedstawia wydarzenia z perspektywy chorego, jednak równocześnie, dzięki późniejszym rozmowom z personelem i innymi chorymi obecnymi z nią na oddziale, pokazuje również jak sytuacja wyglądała obiektywnie. Mada przekazuje fakty takimi jakimi były, wręcz naturalistycznie, czasami brutalnie, co, według mnie, jest ogromnym atutem książki. Nie koloryzuje tego co trudne, konfliktów pomiędzy pacjentami czy personelem, zaniedbań, uciążliwości czy problemów wynikających z różnorodności zaburzeń doświadczanych przez chorych.

Samo życie na zamkniętym oddziale psychiatrycznym w opisie autorki rzeczywiście wydaje się monotonne. Codzienna rutyna, te same twarze, ograniczony repertuar dostępnych rozrywek i czas, który z jednej strony ciągnie się niemiłosiernie, a z drugiej mija nie wiadomo kiedy gdy pojawia się psychoza. Autorka pokazuje czytelnikom świat, w którym „dziwne zachowanie jednego z nas, choć okrutne, uważane było za wspaniałą rozrywkę. Człowiek nie myśli o okrucieństwie gdy sam cierpi katusze”.

Mada opisuje własne epizody psychoz, strach, zaskoczenie i niedowierzanie w sytuacji zetknięcia się na przykład z nagraniami siebie samej podczas nawrotu. Przeprowadza czytelnika przez mnóstwo tajemnic, zagadek, niedopowiedzeń, które pojawiały się w jej umyśle na przestrzeni czasu. Okazuje się bowiem, że to, co w głowie osoby chorej zaczyna układać się w spójną całość wcale niekoniecznie oznacza, że to jedyna możliwość, w której przynajmniej większość elementów układanki do siebie pasuje. Często bowiem pojawia się wyjaśnienie zupełnie zaskakujące i niespodziewane.

Ogromnym atutem książki Magdaleny Kobis jest język, którym posługuje się autorka. Ciekawe, poetyckie wręcz, metafory oraz plastyczne opisy sprawiają, że niemalże przenosiłam się w sam środek akcji. Jeżeli bowiem ktokolwiek spodziewa się, że fabuła autobiografii, która rozgrywa się w szpitalu psychiatrycznym pozbawiona jest nagłych zwrotów akcji, zagadek i mnóstwa emocji, jest w błędzie. Prawdę mówiąc książka jest niesamowicie wciągająca, czyta się ją jak trzymający w napięciu do ostatniej chwili thriller. Autorka potrafi budować napięcie, a dzięki niedopowiedzeniom czy subtelnym ‚zapowiedziom’ sprawia, że kończąc rozdział nieraz czytałam jeszcze chociaż jeden, mimo uprzednich postanowień że ‚to już naprawdę ostatni i idę spać’.

Książkę polecam każdemu, kto chciałby dowiedzieć się czegoś więcej na temat życia z chorobą psychiczną. Jest ona jednak przede wszystkim ciekawą propozycją dla bliskich osób chorych na schizofrenię, ale też cierpiących na inne zaburzenia psychiczne. Pozwala zobaczyć świat choroby z tej drugiej strony, bez ubarwień, opisany szczerze, czasem aż do bólu. Co bardzo ważne, Magdalena Kobis pisze również na przykład o momentach, w których opieka i zaangażowanie osób bliskich jest niesamowicie ważne dla chorego choć z różnych powodów nie jest on w stanie tego wyrazić. To bardzo pokrzepiające słowa dla opiekunów, którzy poświęcają swój czas i zaangażowanie chorym bliskim i często nie słyszą wprost od nich jak ważna jest ich obecność w trudnych chwilach.

Informacje o książce:
Tytuł: Dziura w bucie
Tytuł oryginału: Dziura w bucie
Autor: Magdalena Kobis
ISBN: 9788378562023
Wydawca: Novae Res
Rok: 2014

 

http://moznaprzeczytac.pl/dziura-w-bucie-magdalena-kobis/



1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
O autorze
JUZ KatalogZdrowy.pl ODWIEDZIN